Wróciłam w niedzielę o północy. W poniedziałek rano wstałam do pracy, a 5 dni później zbudziłam się cała obolała. Przez 3 tygodnie odwykłam od biegania po moim tearoomie z pełną tacą porcelitowych dźbanków do herbaty.  Jest już wrzesień. Siedzę w ogródku za moim windsorskim domem. Po niebieskim niebie przesuwają się delikatne chmury gnane wiatrem. Co jakiś czas przede mną opada uschnięty, już jesienny liść. 

Czytam 'Powidoki' Piotra Strzeżysza... i myślę sobie: Po co właściwie mi ten blog? Założyłam go ponad rok temu. W innym zgoła życiu. W zaciszu poddasza mojego rodzinnego domu miałam opisywać podróże odbyte przez ostatnie dziesięć lat. Miał być bodźcem do zebrania ich, powspominania. Miał być może też, dobrym motywatorem do jakiegoś fajnego podróżniczego projektu. A tu niespodziewanie zdarzył mi się w zeszłym roku bardzo szalony czas zarówno podróżniczo jak i życiowo. Ja podziwiam ludzi, którzy ogarniają życie, pisanie i podróżowanie. Bo wychodzi na to, że ja nie bardzo ogarniam żadnej z tych rzeczy osobno, a co dopiero wszystkich naraz. Co za tym idzie... blog wygląda jak wygląda. Ale jednak ciągle mam tą potrzebę pisania tu co jakiś czas. 

Hmm to, co naprawdę mnie gryzie... to coś zupełnie innego. Czy jestem podróżnikiem? I Co czyni mnie podróżnikiem?  Czy mam prawo się tak nazywać. Co jakiś czas myślę sobie. Napiszę może o tym czy tamtym. Ale zaraz nachodzi mnie refleksja, że to takie normalne turystyczne miejsce. Że tyle razy o nim pisano.  Że w sumie to nudne. Już dawno chodzi mi po głowie, że ten blog powinien nazywać się NUDNE PODRÓŻE. Bo ja kocham nudne podróże. Dlaczego? 

Podróż kojarzy się z wielkimi emocjami, niebezpiecznymi sytuacjami. Z momentami granicznymi, gdzie przełamujemy siebie i odkrywamy coś o sobie i o świecie. Podróżnik nacechowany jest jakimś ekstremum. Czyni coś, na co zwykły zjadacz chleba by się nie odważył. 

Oczywiście, że każda podróż jest dla mnie wyzwaniem. Bo z natury jestem domatorem i leniem, więc dużo mnie kosztuje, żeby się ruszyć. Ale paradoksalnie to w ruchu jestem  najszczęśliwsza.

W swoim podróżowaniu jednak nie szukam niebezpieczeństwa, dreszczu emocji i konfrontacji. Szukam spokoju piękna i zachwytu. A to przecież takie nudne.  Lubię też miejsca turystyczne, ale zwykle po sezonie. Lubię utarte szlaki, choć może bardziej te zapomniane.
A więc nudaaaa. Jak w polskim filmie... nic się nie dzieje. Ale to mnie fascynuje. Fascynuje mnie to, co jest prawie pod nosem, co wymaga uważności, może innego spojrzenia.
Te podróże i destynacje są również w Twoim zasięgu. Co nawiązuje do podtytułu bloga "Jeśli ja mogę podróżować? To każdy może" 
Czy to są podróże, czy to może wycieczki?  Ja nie czuję się turystą choć turystą bywam. Ostatnio z przekąsem powiedziałam komuś, że na turystkę jestem za biedna, a na włóczykija za bogata i zbyt zorganizowana.
Kim więc jestem? I drugie pytanie. To o czym ma być ten Blog?

Właśnie mentalnie ustawiam się do mojej kolejnej nudnej podróży. Która dla mnie jest nie lada wyzwaniem i na samą myśl dostaję lekkiego paraliżu. Ale travelera, ani kolosa za nią nie dostanę. Rasowy podróżnik by mnie pewnie wyśmiał. Ale przejście 300 km. na własnych nogach jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. Ja, plecak i kije trekingowe i brzeg Tamizy. Po płaskim... szlak wyznaczony... opisany... tysiące ludzi to zrobiło już przede mną. NUUUUUDAAAAA.
8 komentarze
  1. Nie potrafię nazwać swoich podróży nudnymi, nie są niebezpieczne, egzotyczne, czy pełne ekscytujących sytuacji, ale są wspaniałe i na pewno nie nudne ;) To, że tysiące ludzi zrobiło to przed Tobą, to nie znaczy, że jest nudne, Ty robisz to po raz pierwszy albo odkrywasz na nowo. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieważne, że w danym miejscu było X osób, nieważne, że inni Y razy to opisali. Ważne, że na swój sposób każdą podróż opisujesz oraz przekazujesz własne emocje czy wspomnienia i dzielisz się z czytelnikami. Uwierz, że każda podróż nawet w to samo miejsce jest inna, każdy inaczej odbiera i zapamiętuje widoki oraz opowiada w inny sposób. Pisz, opowiadal, dziel się emocjami i nie patrz na to, że inni już to zrobili, bo nie napisali w taki sam sposób jak Ty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie do końca mnie zrozumiałeś MAtt. To taki trochę przewrotny post, bo ja właśnie paradoksalnie kocham "nudne podróże". I dokładnie się z Tobą zgadzam. Zazwyczaj najbliższa okolica jest pełna czadowych miejsc. A wizyta o różnych porach roku np. to każdorazowo wartość dodana. Pozdrawiam i dziękuję za dobre słowo !!!

      Usuń
  3. Ja też uważam, że nieważne czy pojedziesz do Pierdziszewa Górnego, czy na Wyspę Wielkanocną to najważniejsze, że chcesz odkryć coś fajnego, zobaczyć piękne miejsca i przede wszystkim zobaczyć, jaki świat jest piękny:) Bo bynajmniej nie jest nudny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HEHE mi się wydaje, że z Pierdziszewa bym znając siebe przywiozła niezłe historie heheh. Dzięki Magda. A ta nuda to tak trochę z przekąsem wiesz... Nieustający Zachwyt nad światem to wydaje mi się moja najlepsza cecha, bardzo dużo jej zawdzięczam. Pozdrawiam i zapraszam do odwiedzania mojego "nudnego" bloga :)

      Usuń
  4. Tyle podobieństw między nami znalazłam w Twoim tekście... :) Masz szczere i zdrowe podejście na temat podróży, bloga i siebie w tym wszystkim. Podoba mi się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki. Miło słyszeć, że nie jestem sama w moich rozterkach. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. Póki masz cel to podróżowanie nigdy nie będzie nudne. W dzisiejszych czasach prawie niemożliwe jest bycie pierwszym w danym miejscu.

    OdpowiedzUsuń